30 lipca 2015

Dni Węgorza zagrażają węgorzom

Organizowane od kilku lat w Jastarni Dni Węgorza, zamiast nadal promować konsumpcję węgorza, powinny edukować turystów, dlaczego w  najbliższych latach  powinniśmy powstrzymać się od spożywania węgorza europejskiego. Ten gatunek ryby jest krytycznie zagrożony wyginięciem, jednak świadomość konsumentów w tym zakresie jest wciąż bardzo niska  – przypomina organizacja ekologiczna WWF Polska.

 Wielu ekspertów szacuje, że węgorz może wyginąć w ciągu najbliższych 10-15 lat. Pomimo podejmowanych prób nie udaje się też odtworzyć jego populacji poprzez próby sztucznego rozrodu i zarybianie. Wynika to ze specyficznego cyklu życia tych ryb. Węgorz europejski w swoim cyklu życiowym przebywa zarówno w wodach słodkich i słonych. W wodach słodkich i przybrzeżnych mórz Europy węgorz dorasta – są one dla niego żerowiskiem. Potem, kiedy osiągnie dojrzałość płciową wędruje tysiące kilometrów, aby odbyć tarło w rejonie Morza Sargassowego. To tam na świat przychodzi kolejne pokolenie węgorzy. Ich larwy wraz z morskim prądem, Golfsztromem, dryfują w kierunku Europy, do której docierają po dwóch albo trzech latach, zastępując swoich „rodziców”. W wodach słodkich przebywają do 10. roku życia. Potem znów podejmują wędrówkę, do miejsca, w którym się urodziły.

Przez ostatnie 30 lat liczebność węgorzy spadła o ponad 95 procent głównie na skutek nadmiernej eksploatacji– Paweł Średziński z WWF Polska. – Jednocześnie jego populacja bardzo wolno się odnawia. Dlatego  warto edukować o zagrożeniach i o działaniach koniecznych do ocalenia tego niezwykłego gatunku. Niestety w przypadku Dni Węgorza w Jastarnii jest inaczej – główną atrakcją jest tutaj promowanie jego konsumpcji poprzez wyławianie żywych węgorzy z akwarium i promocję dań z tej ryby.

Dziś Jastarnia mogłaby zachęcać do jedzenia innych bałtyckich gatunków ryb, które poławiają lokalni  rybacy a które nie są zagrożone. Bałtycki szprot i śledź, których populacje znajdują się na stabilnym poziomie, niestety nie pojawiają się często w nadmorskich barach i restauracjach. Co więcej restauratorzy i właściciele barów częściej promują gatunki obce dla Bałtyku, a jednocześnie zagrożone, znajdujące się na czerwonym świetle w poradniku WWF „Jaka ryba na obiad?”. Dla zdobycia popularności sięgają nawet po tak kontrowersyjne pomysły jak focze mięso.

Ta forma Dni Węgorza może pośrednio osłabiać unijny program jego ochrony.  Nieetycznym jest korzystanie z dotacji od unijnych podatników przy jednoczesnym osłabianiu celów wspólnotowej polityki rybackiej. Podobnie należy ocenić reklamowanie przez resort rolnictwa, za unijne pieniądze, jedzenia węgorza w czasie, gdy wprowadzano plan jego ochrony.

Degradacja środowiska, budowa przeszkód na rzekach i masowe odłowy narybku węgorza u wybrzeży Francji znacząco osłabiły tę populację. Ogromne zniszczenia w populacji węgorzy wyrządzili też handlujący tą rybą. Przenieśli oni obecnie hodowle odławianego narybku do Chin, gdzie węgorz nabierał wartości handlowej, ale do wody już nie mógł wrócić. Zamiast tego  trafiał i trafia na talerz, również polskich konsumentów.

Zachęcamy władze Jastarni do wykorzystania Dnia Węgorza do popularyzacji wiedzy o tej rybie oraz węgorzowym kryzysie w jastarnickim rybołówstwie – dodaje Średziński. – Podwodne łąki Zatoki Puckiej i Gdańskiej to były jedne z najwydajniejszych łowisk tego gatunku w Polsce. Dziś już tak nie jest.  Możemy to jeszcze zmienić. Idąc do sklepu, wyjeżdżając chociażby do Węgorzewa, czy też na Mazury, lub odpoczywając nad morzem, zostawmy węgorza w spokoju. Brak popytu na węgorza, to jeden z niezbędnych warunków niezbędnych do ocalenia tej ryby. Węgorz może do nas wrócić albo przejdziemy do historii jako ostatnie pokolenie, które pamięta smak tej ryby.

 Fundacja WWF Polska od lat jest zaangażowana w ochronę Morza Bałtyckiego i zamieszkujących je gatunków. Obecnie realizuje projekt „Kampania na rzecz ochrony różnorodności biologicznej mórz i oceanów”, w którym zachęca, by w sklepie czy restauracji wybierać niezagrożone gatunki ryb i owoców morza. Szacuje się , że 90 proc. komercyjnie poławianych na świecie gatunków ryb i owoców morza jest nadmiernie eksploatowane. Jeśli nie zmienimy naszych zachowań, za 40 lat w morzach i oceanach ryb może zupełnie zabraknąć. Jeśli dzisiaj ograniczymy ich połowy, kupowanie i jedzenie, damy zagrożonym gatunkom czas niezbędny do odbudowy ich populacji. Dzięki temu, nasze dzieci i wnuki będą mogły w przyszłości cieszyć się ich smakiem.